Plaster pasztetowej waży 20 g.
Wykres źródeł energii
Wartości odżywcze w 1 plastrze
| w 100g | w 1 plastrze (20g) | |
|---|---|---|
| Energia | 384kcal | 77kcal |
| Białko | 12.5g | 2.5g |
| Tłuszcz | 35.7g | 7.1g |
| Węglowodany | 4.3g | 0.9g |
| Błonnik | 0.1g | 0g |
Wydruk pochodzi z fotograficznego przelicznika wag www.ilewazy.pl







Pycha :D
kolejna (po wątrobiance) zagadka: cóż to jest? coś jak pasztet z puszki?
jo – tak dla przykładu
http://www.opinie.senior.pl/zdjecia/Wedliny-nietrwale/Pasztetowa-pomidorowa-5297-big.jpg
tu masz akurat pomidorową, swoją drogą jak baaardzo rzadko jadam pasztetową, to m.in. polecam te pomidorową :)
a łyżeczka ?:P
@xYz: myślę, że w zależności od ilości nałożenia pasztetowej, waga łyżeczki może kształtować się w granicach od około 5 do 10 g.
a ja jedzac liczylam jako “pasztet z kurczat” lub “plaster wątrobianki”. a tu aż tyle ;o żegnaj smakowity ;(
ale marika, to zależy ile smarujesz- przecież ma podobne dane do zwykłego pasztetu więc nie wiem dlaczego miałabyś sobie odmawiać?
Produkt nie działa w kalkulatorze :)
@E.: poprawione.
jak dobrze że ja tego nie lubie… :)
@jo says: “kolejna (po wątrobiance) zagadka: cóż to jest? coś jak pasztet z puszki?” Odpowiedź cytuję z Wikipedii (informacja podana w prawidłowy sposób):
“Pasztetowa (kiszka pasztetowa, kiszka podgardlana, pasztetówka, kiszka wątrobiana, wątrobianka, reg. leberka, lebera, leberwurst, leberwurszt) – wyrób wędliniarski (wędlina podrobowa) z mielonych podrobów (głównie wątroba, rzadziej dodatkowo płuca, śledziona czy nerki), skórek wieprzowych lub drobiowych oraz tłuszczu (słonina, smalec, podgardle lub boczek), niekiedy z dodatkiem innych rodzajów mięs. Podstawowe przyprawy to: sól, pieprz, cebula, majeranek, ziele angielskie, gałka muszkatołowa. Zazwyczaj przygotowaną masę parzy się lub gotuje w jelitach albo sztucznych osłonkach, ewentualnie w słoikach, niekiedy dodatkowo podwędza. W zależności od przepisu może wystąpić dodatek jajek (białek z jajek) jako środka wiążącego oraz bułki lub kaszy manny (a nawet gryczanej) jako wypełniacza.”
@Marika: dane zostały zaczerpnięte z bazy. Gdybyśmy zakupili kilkanaście pasztetowych od różnych producentów, każda z nich miałaby zapewne inne wartości. Nie wiadomo również, jakie liczby charakteryzowały powyższy wyrób. Na co warto zwracać uwagę ? Na skład. Na podstawie tych informacji (proszę pamiętać, że udział poszczególnych składników podawany jest malejąco), możemy wywnioskować, czy np. dana wędlina zawierać będzie dużo tłuszczu, czy zawarte składniki wprowadzą pełnowartościowe białko itp… Analizując w ten sposób, nie musimy już zaprzątać sobie głowy liczbami, tylko wartością produktu. I jeszcze jedno. Jeżeli stwierdzicie, że uwielbiacie dany produkt (nie piszę teraz w kontekście powyższego tylko ogólnie),a nie wnosi on za wiele wartości, ale nie potraficie się od niego powstrzymać, to zwracajcie uwagę na jego spożytą ilość. Przykład: pasztetowa nie wnosi ze sobą ciekawych wartości odżywczych, ale sporadycznie uwielbiacie ją konsumować. Plasterek bądź dwa posłuży Wam do posmarowania dobrej jakości chleba razowego lub pełnoziarnistego, a do tego sporo warzyw bądź surówka. Przy prawidłowym odżywianiu na co dzień, taka odskocznia raz na jakiś czas nie wyrządzi Wam krzywdy.
Tez sie cieszę, ze tego nie lubię :O
Hmm mowi Pani, ze nie trzeba zaprzątać sobie głowy liczbami tylko patrzeć na wartości… Ale przecież tyje sie od nadmiaru kalorii bez względu na to z czego pochodza. Inaczej można byłoby jeść te zdrowe produkty (chociażby ryby, nabial, wazywa, ryż) bez ograniczeń, a jednak niestety nie można…
dziękuję za odp. Przynajmniej nie będę tego ruszać :P
@haruka: To jest temat rzeka, nie jestem w stanie odpowiedzieć w tym komentarzu dosłownie na Twoje zagadnienia, tym bardziej, że to miejsce do tego nie służy. W kilku zdaniach przedstawię, co ja o tym sądzę.
“Hmm mowi Pani, ze nie trzeba zaprzątać sobie głowy liczbami tylko patrzeć na wartości…”
Dzięki wartościom odżywczym, możemy podejmować decyzje o tym, czy warto spożyć dany produkt czy nie. Ale w przypadku pasztetowej, sama zawartość białka czy tłuszczu w gramach oraz ilość kcal niewiele nam mówi, dopiero zgłębienie się, że jest to tłuszcz nasycony, że białko to jest niepełnowartościowe itd… jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, czy np. należy się tego produktu wystrzegać i wybrać lepsze odpowiedniki. Ten mechanizm działa dla wszystkich produktów. Weźmy pod uwagę orzechy: są skarbnicą wielu składników odżywczych i tym samym zawierają mnóstwo kcal. Ale wyregulowany organizm nie będzie jadł ich w nieskończoność, ponieważ sprawnie działający ośrodek sytości zdąży zakomunikować: “dość”. Jeżeli organizm nie wysyła prawidłowych sygnałów względem tego, w jakim stanie się znajduje (np. kolejny batonik), to znaczy, że niesprawnie funkcjonuje i należy go wyregulować (nie zawsze jest łatwo, ale w większości przypadków możliwe do zrealizowania). To odpowiada na Twoje stwierdzenie: “Inaczej można byłoby jeść te zdrowe produkty (chociażby ryby, nabial, wazywa, ryż) bez ograniczeń, a jednak niestety nie można…” Zdrowy organizm nie byłby w stanie cały czas jeść, a jeżeli się tak dzieje, to znaczy, że jest chory i należy podjąć decyzję o leczeniu. Poza tym, liczenie kcal, to nie taka łatwa sprawa. Aby robić to z korzyścią dla organizmu, należy zapoznać się szczegółowo z produktami, które chcemy obliczyć. Należy umiejętnie rozplanować udział % posiłków w ciągu dnia, wiedzieć, jaką ilość kcal przyjąć itd.. itd… To skoro znamy te informacje, to po co robić to na co dzień ? Można sobie od czasu do czasu wyrywkowo sprawdzić, ile przyjmujemy kcal i na podstawie tych informacji dopasowywać jedzenie względem jakości / sytości / urozmaicenia. Przecież jak nawet obliczyliśmy z tabel / kalkulatora, że zjedliśmy 2000 kcal / dobę, to nie wiemy czy tak naprawdę te nasze produkty tyle miały kcal w rzeczywistości (wahania mogą być duże). Więc po co to czynić codziennie ? Chyba, że dla wyrywkowego sprawdzenia wartości typu białko, tłuszcz, węglowodany, błonnik.
Mi wlasnie kalorie wyznaczaja to ile moge zjesc, inaczej jadlabym i jadla, w sumie jeszcze miesem najbardziej sie najadam. Pewnie faktycznie jestem mam “zepsuty” organizm, w koncu nie odzywiam sie zbyt dobrze, ale i tak o niebo lepiej niz jeszcze pare lat temu. o dziwo jednak morfologia zawsze wychodzi mi dobra (moze jestem zywym dowodem na to, ze witaminy w tabsach jednak dzialaja ;) ) i generalnie praktycznie w ogole nie choruje, a ubieram sie lekko.
I jeszcze – czemu tak jest, ze tyle zdrowych produktow uwazam (i w sumie wiele osob) za niesmaczne? Czy organizm nie powinien sam o nie wolac?
@ haruka: “I jeszcze – czemu tak jest, ze tyle zdrowych produktow uwazam (i w sumie wiele osob) za niesmaczne?”
Związane to jest bezpośrednio z wyregulowaniem (harmonią) organizmu, z nawykami wyniesionymi z domu rodzinnego / dzieciństwa. Poza tym z naszą otwartością, przekonaniami, aspektami psychologicznymi” Czy organizm nie powinien sam o nie wolac?” Powinien :) Mój woła ;)
Ok, a teraz powracamy już do tematu pasztetowej.
Jak byłam mała to smarowałam tym grubo bułkę z masłem prawdziwym (:o) i na to ketchup lub ogórek kiszony :D to były czasy!
ja też! :)
ja lubie tylko jedna jedyna pasztetowa z firmy DUDA
ooo dziękuję za zważenie :)