Porcja serka Danonki o smaku truskawkowym waży 50 g.
Skład: twarożek odtłuszczony 52,7 %, śmietanka, wsad owocowy (truskawki 6,2 % - puree, syrop glukozowo-fruktozowy, oligofruktoza, wapń - cytrynian wapnia, koncentrat soku z buraka czerwonego, aromat), cukier, białka mleka, witamina D3.
Producent: Danone Sp. z o.o.
Marka: Danonki
Wykres źródeł energii
Wartości odżywcze w 1 porcji
| w 100g | w 1 porcji (50g) | |
|---|---|---|
| Energia | 107kcal | 54kcal |
| Białko | 6.4g | 3.2g |
| Tłuszcz | 2.9g | 1.5g |
| Węglowodany | 13.8g | 6.9g |
| Błonnik | 1.2g | 0.6g |
Wydruk pochodzi z fotograficznego przelicznika wag www.ilewazy.pl







Jak to pięknie równo o 24:00 jest dodawane. Te Danonki to są kaloryczne jak na jogurt… Mój naturalny ma 38 kcal/100 g, więc do tego pewnie muszą dawać dużo cukru i innych śmieci. Do tego reklamują to jako bardzo zdrowe… Tak jak z Nutellą (btw, rozwala mnie ta reklama, gdzie mówią, że Nutella to sposób na pożywne śniadanie i jest z odrobiną kakao, mlekiem i orzechami) Ludzie kupią wszystko, jak tylko się im powie, że to zdrowe dla nich i ich dzieci. Już nie wspomnę o cenie tego produktu :) Nie lepiej po prostu wziąć jogurt naturalny i dodać owoców? Gwarantuję lepszy smak.
strona świetna, ale biorąc pod uwagę, że ukazuje się na niej jedno ważenie na dzień to, aż szkoda, że czasami są to takie produkty, które mają wszystko opisane na opakowaniu, a nie takie które ciężko oszacować samemu…to ile ważą itd.
@Loretta jogurty z naturalne z wkrojonym owocem napewno beda zdrowsze, ale co do smaku to bym sie klucila. ja nie moge zjesc takiego zwyklego jogurtu zmieszanego z owocami jesli nie dodam do tego sporo slodzika
Nigdy ich nie jadłam, ale to chyba dlatego, że mają w składzie żelatynę, prawda?
Smak dzieciństwa . Mniam ! Lecę do sklepu.
Btw truskawkowe o białym kolorze, ciekawe. ;)
to nie jest jogurt, swoją drogą ;-)
Loretta, to jest serek a nie jogurt :)
swoją drogą danonki zawsze mi smakowały, ale później część smaków wycofano, powprowadzano nowe, dużo słodsze i jakieś dziwne miksy, albo bąbelkowe. Klasyczne są zdecydowanie najsmaczniejsze :)
ja pamiętam, że mi najbardziej smakowały danonki bananowe w tubkach ;D wieeele lat temu to było
@meggi, kiedyś miały w składzie żelatynę, teraz się z tego wycofano – z radości aż chciałam kupić opakowanie, ale powstrzymałam się w porę ;)
Kiedyś się je mroziło.To dobra opcja na niskokaloryczne lody.
Pani Izabelo-czy one są dobre żeby podawać je dziecku?
a co jest złego w żelatynie?
wegetarianie jej nie jedzą.
O tak, pamietam te kolorowe patyczki ze zwierzętami które sie wbijalo w kubki :) całkiem niezłe z nich lody wychodzily
łee bałam się, że jest jakoś wybitnie szkodliwa.
Ania, te w tubkach to masz na myśli te co się wyciskało? :D Pyszne były ;) A lody danonkowe na patyku też mroziłam. Danonki=smak dzieciństwa ;) Obecnie wolę inne jogurty i serki.
Jo, po epidemii “choroby szalonych krów” zaczęto używać żelatyny wieprzowej, ale kiedyś używano również wołowej. Żelatyna wyprodukowana z tkanki łącznej krów zarażonych BSE mogła powodować chorobę Creutzfeldta-Jakoba u ludzi, którzy ją jedli. Więc na upartego- żelatyna może być szkodliwa :P
Lubię Danonki, ale najbardziej te większe (“Mega”) o smaku śmietankowym :)
I’m fine, dziękuję za odpowiedź :)
zawsze myślałam, że żelatyna ma dobry wpływ na tkankę chrzęstną stawów.
Jo, pewnie, że ma, bo żelatynę się produkuje właśnie z tkanki chrzęstnej zwierząt. Ale wiele osób nie wierzy, że nie używa się już żelatyny wołowej. Niektórzy natomiast boją się, że może się pojawić jakaś choroba prionowa przenoszona przez świnie. No i kiedy w produkcie mlecznym nie m żelatyny, mogą go spożywać laktowegetarinie :)
tak teraz patrzę na ten serek.. najbardziej za tym, iż to nieodpowiedni produkt dla dzieci, przemawia według mnie fakt, że jest to serek ‘o smaku truskawkowym’, a nie ‘truskawkowy’ ;).
oczywiście pewnie jeszcze bardziej przekonałby mnie skład. ;-)
Oj zaraz takie nieodpowiednie, sa gorsze slodycze ;) a całkiem ograniczać raczej nie ma sensu bo zakazany owoc kusi najbardziej… Pamietam jak koleżanka z podstawówki, której w domu na słodkości pozwalali tylko w sobotę u mnie sobie “odrabiala” (zawsze miałam szuflade z zapasami)… Raz to sie nawet pawiem skończyło :P
Aj, żeby nie było – nie mówię, ze pozwalanie na objadanie sie bez żadnych ograniczeń slodyczami jest ok, bo potem taki nalogowiec jak ja wyrasta, ale taki mały danonek przecież nie zaszkodzi…
danonki zawsze były wzbogacone o wapń, więc nie mogą być aż tak śmieciowe :)
uii czasem lepiej nie wiedzieć z czego się produkuje niektóre rzeczy. dobrze, że nie jestem wegetarianką, ani tym bardziej weganką, bo moje życie bez produktów mlecznych nie miałoby sensu:P
E tam,bycie wege to wspaniała rzecz :)
wegetarianką ok, ale weganką to już lekki świr. Przyznam szczerze, że ja mięsa prawie nie jem, a jak już to tylko dlatego, że mama przygotuje, a mi się nie chcę przygotowywać. Chodzi tylko o walory smakowe, a właściwie ich brak w mięsie, bo ideologia ‘biedne zwierzątka’ jest mi obca.
Wspaniałą rzeczą są przetwory mleczne: wszelkie jogurty, serki itp
ja bym nie mogla byc wege – jakbym przestala jeszcze jesc mieso i nabial to co by zostalo? XD
@Jo mieso moze miec baaaardzo wiele smakow, wszystko zalezy od tego jakich przypraw uzyjesz i jakiej obrobce poddasz ;)
jak odpowiednio się doprawi to i jedzenie dla dzieci typu ziemniaki z brokułami od 4 miesiąca, nabiera smaku ;) po prostu od czasu wyrzucenia z menu kebabów nie odczuwam potrzeby jedzenia mięsa. Co innego nabiał, bez którego żyć nie potrafię :) Teraz mi się przypomniało jak w dzieciństwie z kuzynami jedliśmy danonki. Mama i ciocia kupowały mnóstwo, każdy brał 8-pak (chyba wtedy takowe były dostępne), my siadaliśmy, otwieraliśmy wszystkie kubeczki i z każdego po kolei jedliśmy łyżeczkę, aż do wyzerowania ;)
Ale wegetarianie jedzą nabiał.
A cała ideologia tego stylu życia nie polega tylko na tym,jak to napisałaś jo ,,och biedne zwierzątka”.W ogóle Twój komentarz zabrzmiał nieco ironicznie a jednak złe traktowanie zwierząt to temat godny uwagi.
Sorry za offtop :)
najukochansze serki dziecinstwa <3 lodow nigdy nie lubilam z danonkow, wolalam sam serek ;)
co do bycia wege – miesa duzo nie jem, wiec pewnie wegetarianka moglabym zostac bez problemu. Tylko tez nie przez jakies ideologie, a po prostu dlatego, ze mieso zwyczajnie nie jest mi potrzebne, nie odczuwam jego braku. Jednak weganizm i zrezygnowanie z nabialu to dla mnie bylaby totalna kleska, jestem uzalezniona od jogurtow, twarogow i jajek :)
“kiedyś miały w składzie żelatynę, teraz się z tego wycofano” serio Agatka?! dzięki muszę to sprawdzić:P
Proszę nie wyzywać wegan od świrów, każdy je to co mu się podoba:P Nie widzę powodu żeby nas obrażać. My tam was nie oceniamy poprzez pryzmat tego co macie na talerzu….
@ jo: nie zgodzę się z tym, że w mięsie nie ma walorów smakowych.
jestem amatorką w kuchni, ale jednak rzadko kiedy jem 2 razy tę samą potrawę z piersi kurczaka ;). na moim blogu znajdziesz kilka przykładów:
http://emmagotuje.blogspot.com/p/dania-miesne.html
@Meggi tutaj nikt zlosliwie raczej o tym “swirowaniu” nie pisal ;) ale mimo wssystko widze, ze w Polsce wielu ludzi uważa osoby odzywiajace sie inaczej niż większość za kosmitow. Moja koleżanka jest wegetarianka, zawsze wiec zamawiajac coś na mieście, czy “w trasie” pyta o rożne niby głupoty np. czy coś zawiera tłuszcz zwierzęcy lub właśnie zelatyne. Reakcje bywają rożne, ale mowi, ze wiele razy w odpowiedzi słyszała iż “to jej nie zaszkodzi”…
Haruka,dokładnie tak jest, więc ja dlatego wolę unikać jedzenia na mieście,bo zanim zrobię wywiad czy coś zawiera tłuszcze zwierzęce,podpuszczkę itd. to już się na mnie krzywo patrzą.Nie mówiąc o znajomych,którzy zadają setki absurdalnych pytań dotyczących tej diety.
Szkoda,że Pani Izabela nie odpowiedziała mi czy Danonki są dobre by podawać je dzieciom.Czytałam różne opinie na ten temat dlatego bardzo ciekawi mnie jak postrzega to dietetyk.
Meggi, sama nie jem wszystkiego, więc potrafię uszanować fakt, że inni z różnych względów też nie ruszają wszystkiego. Najbardziej denerwuje mnie podejście ‘jak raz zje to nie zaszkodzi’. Oczywiście, że zaszkodzi, bo to jest kwestia psychiki.
Wegan podziwiam, bo ich dieta wydaje mi się zbyt okrojona, a tak jak mówiłam, nie potrafię żyć bez produktów mlecznych (pochodzenia krowiego)
Emma, pierś kurczaka i indyka, ew. delikatna cielęcina, to jedyne mięso jakie obecnie jem. No i oczywiście najlepiej gotowane, bez grama tłuszczu.
no nie moge truskawkowowy a kolor z buraka:) same zdrowe pysznosci nie djae teog dziecku wole dac mu wlasnej roboty dzem i jakis naturalny i wychdozi pyszota
Tylko ze i tak nie wiesz co Twoje dziecko je u kolegów, albo czym czestuja je w szkole ;)
No,a poza tym nawet w takim dżemie własnej roboty chemii nie brakuje,bo teraz dorwać owoce bez niej to graniczy z cudem ;)
@Zuta: miło mi, że chcesz poznać moją opinię.
“Szkoda,że Pani Izabela nie odpowiedziała mi”
Z czystą przyjemnością odpowiadam na Wasze pytania oraz rozwiewam Wasze wątpliwości. Mój codzienny, bardzo intensywny plan dnia, nie zawsze pozostawia wolne chwile na udzielanie komentarzy. Jednak w miarę możliwości, staram się wówczas odpowiadać w późniejszym okresie :)
Wracając do odpowiedzi na Twoje pytanie:
“Pani Izabelo-czy one są dobre żeby podawać je dziecku?”
Aby określić, czy dany produkt warto spożywać, przede wszystkim kieruję się składem znajdującym się na etykiecie oraz wartościami odżywczymi. Pomocna również jest analiza tych wartości względem zapotrzebowania na różne składniki dla określonej grupy mającej spożywać dany produkt. Twoje pytanie dotyczyło dzieci. Średnia wartość energetyczna pożywienia dla dzieci w wieku 4-6 lat powinna wynosić 1400 kcal / dobę *. Dla dzieci w wieku 7-9 lat – 1800 kcal / dobę *.
Cukry proste dodane w domu bądź w procesie produkcji przemysłowej (np. sacharoza, syrop glukozowo–fruktozowy, syrop fruktozowy, kukurydziany) nie powinny dostarczać więcej niż 10% energii ogółem *. Czyli odpowiednio dla dzieci 4-6 lat to 35 g tych cukrów, a dla dzieci 7-9 lat 45 g. W małym opakowaniu deserku “Danonki”, znajduje się ok. 7 g cukru prostego (ok. 1,5 łyżeczki), ale często dzieci potrafią zjeść dwa takie deserki, co daje nam blisko 14 g cukru (prawie 3 łyżeczki). Jak widzimy, znajduje się w tym produkcie duża ilość cukru prostego. A kalorycznie (w przypadku 2 serków), jest to niespełna 1/14 (dzieci 4-6 lat) lub 1/18 (dzieci 7-9 lat) część zapotrzebowania. W związku z tym, produkt ten należy traktować jako słodycz (np. raz w tygodniu). A na posiłek lub przekąskę podawać np.: (czas wykonania wraz z umyciem części roboczej blendera ok. 3 minuty, wiem z doświadczenia: prawie cały rok je sporządzam, można nawet wykonać dzień wcześniej i przechowywać w lodówce).
http://www.ilewazy.pl/szklanka-koktajlu-z-truskawkami-jagodami-i-bananem
http://www.ilewazy.pl/szklanka-koktajlu-z-malinami
http://www.ilewazy.pl/szklanka-koktajlu-z-pomarancza
http://www.ilewazy.pl/szklanka-koktajlu-egzotycznego
Druga kwestia: owoce. Nie uświadczymy w kupnym deserku świeżych owoców :) Niestety, tylko przetworzone (z dodatkiem cukru). Nie dostarczą składników mineralnych, witamin, błonnika. Poza tym 6,2 % / 100 g, to śladowa ilość. Dodając taką ilość (można w domu samodzielnie wykonać doświadczenie na jogurcie naturalnym), nie możemy się spodziewać, że produkt będzie pachniał i smakował owocami. Dlatego dodaje się substancje, które zintensyfikują zapach, polepszą smak oraz poprawią wizualność produktu.
Według mnie, zdecydowanie najlepszym sposobem jest sporządzanie wszelkiego rodzaju deserów samodzielnie w domu (w internecie można znaleźć tysiące inspiracji). Przede wszystkim będą wartościowe pod względem żywieniowym, ale również swoim smakiem przewyższą te z półki sklepowej :)
* wg aktualnych Norm Żywienia Człowieka (Mirosław Jarosz i in.)
taki serek jako slodycz i tylko raz w tygodniu? :O to musi byc strasznie smutne dziecinstwo… Napewno desery zrobione w domu beda zdrowsze, ale moim zdaniem nigdy nie beda tak smaczne jak te kupne. Nawet taka glupi jogurt pitny light jogobelli truskawka-kiwi jest moim zdaniem o wiele lepszy w smaku niz koktail przygotowany z tych owocow… Moze to przez te polepszacze smaku albo aromaty?
@haruka: “Moze to przez te polepszacze smaku albo aromaty” Być może ;)
Poza tym, to kwestia przyzwyczajenia. Jeżeli od początku przyzwyczaisz dziecko do słodkiego smaku, to później łatwo nie odzwyczaisz… A jak od początku będzie znać granice, to później będzie w porządku. Z doświadczenia zawodowego (a także wśród rodziny) znam przypadki zarówno z pierwszej, jak i z drugiej grupy. To nie chodzi o to, że dzieci nie mają zaznać słodkiego smaku, tylko ta słodycz powinna pochodzić z odpowiednich produktów. Takie jest moje zdanie, a każdy posiada własne :)
W kwestii przyzwyczajania się “od dziecka” zgadzam się w pełni z opinią pani Izabeli. Mam lat niespełna 19 i dużo wysiłku włożyłam w odzwyczajenie się od słodyczy itd., a i tak nierzadko nachodzi mnie na nie ochota trudna do opanowania. Natomiast mój kolega z ławki ma “toksyczną, złośliwą i przewrażliwioną” mamę, która nigdy nie faszerowała go niezdrowymi produktami. Efekt jest taki, że wyrósł zdrowy, całkowicie normalny i jeszcze nie ma pretensji do rodziców o to, że jest, jaki jest, chociaż wspominał, że jako dzieciak czuł się trochę pokrzywdzony. Z czasem przyznał, że wyszło mu to na dobre :)
ja nie mowie, ze moi rodzice robili dobrze pozwalajac mi jesc slodycze bez ograniczen. mysle, ze to przez nich, a raczej lekarza, ktorego sluchali (stsry ziadek, twierdzil, ze skoro jestem strasznie chuda to powinni mi dawac to, na co mam ochote to przytyje) jestem wrecz uzalezniona od smakolykow :/ powinny byc granice – teraz byloby mi latwiej gdybym w dziecinstwie mogla zjesc tylko 1 batona/loda/kawalek ciasta dziennie, a nie tyle ne ile mam ochote. z drugiej strony, jak pisalam wyzej, mialam kolezanke, ktora mogla jesc pysznosci tylko raz w tygodniu, wiec gdy byla u mnie robila mi “czyszczenie szuflady” ze slodyczmi. zatem az takie ograniczanie moim zdaniem rowniez nie jest dobre :)
@haruka:
ograniczenie co do ilosci słodyczy w tygodniu jest dobre, tylko wymaga konsekwencji i spójnosci rodziców i innych osób z otoczenia dziecka. Nie uważam, zeby stopień szcześliwosci dziecka zależał od ilosci pochłonietych słodyczy. Danonki i inne tego typu produkty to zapychacze i powiiny być dozowane. Co do ich samku-uwierz, ze dzieci które od małoeg mają dozowany sensownie cukier z obrzydzeniem reagują potem na smak Monte, Danonków, Danio itd. I mają zdrowszę ząbki.
jej rodzice byli konsekwentni, nawet mowili mojej mami, ze ma absolutnie nic slodkiego jej nie dawac, ale ona to zignorowala ;) Pozatym, jak widziala, ze jej “lawkowa kumpela” zajada sie takimi rzeczami, to sama tez chciala (w koncu dzieci przejmuja zachowania swoich przyjaciol). W sumie w szkole nie masz juz wplywu na to, co dokladnie je Twoje dziecko, tak samo jak nie masz wplywu na to, co dostatnie odwiedzajac znajomych, a chyba nie mozesz mu tego calkiem zakazac? ;)
Moje najlepsze wspomnienia wiaza sie w jakis sposob ze slodyczami, a raczej czasami, gdy zajadalam sie nimi nie majac pojecia czym sa kalorie i ze to zuuuuoooo ;)
Haruka, ja zostałam wychowana w przeświadczeniu ‘wszystko jest dla ludzi, ale w ograniczonych ilościach’. Nigdy nawet nie zjadłam całej tabliczki czekolady. Poza tym świadomość, że należy dbać o linię i nie być spaślakiem nie pozwalała mi na podjadanie po godzinie X. Mi się żyło z tym dobrze, ale wiele osób uważa, że już wcześniej miałam tendencje do zburzeń żywienia, a to przecież zwykła, zdrowa dieta! Myślę, że dasz radę, wystarczy troszkę silnej woli. Wcześniej musiałam w ciągu dnia przękąsić coś słodkiego (oczywiście nie za dużo…) teraz nie mam ochoty na nie ochoty. Radziłabym Ci powoli, stopniowo ograniczać. Z czekolady przejść na słodkie danonki, z danonków na coś jeszcze innego, aż odstawisz. Odrobina silnej woli i cierpliwości i sukces murowany. Powodzenia!
Hmm to w taki sposób oducza sie slodyczoholikow? :)
wydaje mi się, że trzeba dostosować sposób do potrzeb indywidualnych. Dla jednych będzie skuteczniejsza metoda stopniowego odstawiania, a dla innych gwałtowne ‘zerwanie’ ze słodyczami. Tak chociażby jak z fajkami. Jedni biorą wspomagające tabletki, żują gumy itp, a drudzy nie potrzebują niczego,tylko z dnia na dzień rezygnują.
Mialam etap życia bez słodyczy, wlasnie tak z dnia na dzien, ale strasznie złe to wspominam, bo nie myślałam o niczym innym niż slodyczach kompletnie niczym innym, nawet snilam o tym ze je pochlaniam :|
Pani Izabelo,dziękuję bardzo za odpowiedź.Cieszę się,że mimo wielu zajęć znalazła Pani czas aby odpowiedzieć także na moje pytania.Bardzo mi to pomogło.
Co do smaku to mi smakuje o wiele bardziej koktajl czy jogurt własnej roboty niż takie danonki.
Jeśli chodzi o odstawianie słodyczy przez ,,słodyczoholika” to uważam,że najlepsze jest gwałtowne zerwanie z nałogiem,tak jak z papierosami przez nałogowego palacza.Nie oszukujmy się,jak ktoś jadł słodkości na opór to później na jednej kostce czekolady on nie poprzestanie.Za to można urozmaicić dietę o owoce,robić musli własnej roboty,pierogi na słodko,knedle.Przynajmniej w moim przypadku to podziałało :)